
Spór o order Zełenskiego i pamięć

Decyzja prezydenta Polski Karola Nawrockiego o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego wywołała jedną z najostrzejszych w ostatnich miesiącach dyskusji o polsko-ukraińskiej pamięci historycznej. Spór dotyczy nie tylko samego odznaczenia, ale także tego, jak Polska i Ukraina rozumieją UPA, Wołyń, własne ofiary, własnych bohaterów i granice współczesnej solidarności.
Dla czytelników w Lublinie ten temat nie jest odległą debatą polityczną. W mieście żyją obok siebie Polacy i Ukraińcy, działają polsko-ukraińskie środowiska społeczne, edukacyjne i kulturalne, a pamięć o historii często wraca w rozmowach rodzinnych, medialnych i publicznych. Dlatego warto odtworzyć nie tylko chronologię sporu, ale też argumenty, które pojawiły się po stronie ukraińskiej.
Od czego zaczął się spór
26 maja 2026 roku Wołodymyr Zełenski podpisał dekret o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA”. W dekrecie podano, że chodzi o przywracanie tradycji narodowego wojska oraz docenienie jednostki za wykonywanie zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy. Treść dokumentu można sprawdzić na stronie Prezydenta Ukrainy.
W Polsce ta decyzja została odebrana jako naruszenie bardzo wrażliwej granicy. Dla wielu Polaków Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje przede wszystkim formacją kojarzoną ze zbrodniami na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Prezydent Karol Nawrocki w swoim wystąpieniu przypomniał, że Sejm RP w 2016 roku uznał zbrodnie dokonane przez OUN i UPA za ludobójstwo.
19 czerwca 2026 roku Karol Nawrocki ogłosił decyzję o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. W oficjalnym uzasadnieniu mówił, że nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej nazwy odwołującej się do UPA ma znaczenie wykraczające poza wewnętrzną sprawę Ukrainy. Jednocześnie zaznaczył: „decyzja ta nie jest przeciwko narodowi ukraińskiemu”. Pełne stanowisko opublikowano na stronie Prezydenta RP.
Według agencji Reuters po tej decyzji Zełenski odesłał order do Kancelarii Prezydenta RP. Podobny krok ogłosili byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. Do zwrotu lub rezygnacji z polskich odznaczeń dołączyli także inni ukraińscy politycy i przedstawiciele państwa. W tym momencie spór symboliczny zaczął zmieniać się w szerszą kampanię polityczną i medialną. Informację o ukraińskiej reakcji podała agencja Reuters.
Wałerij Czałyj: odpowiedź była mocna, ale trzeba się zatrzymać
W tej atmosferze głos zabrał Wałerij Czałyj, były ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych i szef zarządu Ukraińskiego Centrum Medialnego Kryzysowego. Jego wypowiedź jest ważna, bo nie mieści się w prostym schemacie: poparcie albo potępienie. Czałyj uznał pierwszy ukraiński gest za zasadny, ale ostrzegł przed dalszą eskalacją.
Według Czałyja zwrot Orderu Orła Białego przez Zełenskiego był silnym i proporcjonalnym demarche wobec Warszawy. Uznał także, że stanowisko byłych prezydentów Ukrainy można zrozumieć jako odpowiedź na decyzję polskiej głowy państwa. Kluczowe było jednak jego zastrzeżenie: ten etap, jego zdaniem, osiągnął już polityczny cel.
Czałyj mówił, że odpowiedź Ukrainy była „silna i nieoczekiwana w Warszawie”, a sam demarche uznał za „konieczny i wystarczający”. To nie była więc krytyka Zełenskiego. To była krytyka dalszego rozpędzania akcji, w której kolejne osoby zaczęły publicznie oddawać polskie odznaczenia.
Najostrzejsza część jego wypowiedzi dotyczyła mechanizmu masowego powtarzania tego gestu. Czałyj ocenił, że dyplomatyczny demarche zaczął zmieniać się w publiczną akcję naśladowania gestu. Ostrzegał, że do takiej kampanii mogą dołączać osoby o różnych intencjach, także takie, które nie wzmacniają pozycji Ukrainy, lecz wprowadzają chaos i emocjonalną licytację.
Były ambasador zwrócił też uwagę na różnicę między politykami a czynnymi dyplomatami. Jego zdaniem, jeśli do zwrotu nagród dołączają osoby pełniące funkcje dyplomatyczne, mogą same utrudnić sobie dalszą pracę w państwach, w których reprezentują Ukrainę. Jeszcze bardziej krytycznie odniósł się do pomysłu, by podobne gesty wykonywali wojskowi.
Czałyj zapowiedział, że sam nie odda swojego polskiego odznaczenia, bo otrzymał je za konkretną pracę na rzecz relacji z Polską. Jego główna teza brzmiała jasno: Ukraina ma prawo do własnej pamięci i własnych bohaterów, ale dalsze „lustrzane odpowiedzi” mogą szkodzić wtedy, gdy głównym wrogiem pozostaje Rosja. Wypowiedź Czałyja opublikowało Ukraińskie Centrum Medialne Kryzysowe w tekście poświęconym jego stanowisku: pełna wypowiedź Wałerija Czałyja.
Piotr Kaszuwara: Ukraina nie jest monolitem
Inny ważny głos pojawił się w rozmowie Piotra Kaszuwary z Filipem Marczyńskim w Radiu Wrocław. Kaszuwara, korespondent wojenny, dziennikarz i prezes Fundacji UA Future, zwrócił uwagę na coś, co w polskiej debacie często umyka: Ukraina nie jest jednolitym blokiem pamięci, języka i doświadczenia.
W swoim wpisie po rozmowie Kaszuwara pisał, że Polaków i Ukraińców łączy szybka mobilizacja w kryzysach. Gdy ktoś uderza w „naszego”, najpierw biegnie się z pomocą, a dopiero później pyta, co dokładnie się wydarzyło. To podobieństwo jest realne, ale nie oznacza, że oba społeczeństwa są identyczne.
Kaszuwara użył prostego przykładu językowego. Po polsku „dywan” leży na podłodze, a po ukraińsku podobnie brzmiące słowo oznacza kanapę. Z takiego drobiazgu wyprowadził szerszą myśl: Polacy i Ukraińcy mogą być sobie bliscy, ale jeśli nie rozumieją różnic, łatwo pomylą podobieństwo z pełnym zrozumieniem.
Jego najważniejszy argument dotyczył wewnętrznej różnorodności Ukrainy. W jednym państwie żyją mieszkańcy Krymu, Odessy, Dniepru, Kijowa, Charkowa, Lwowa, Donbasu i Karpat. Są osoby ukraińskojęzyczne, rosyjskojęzyczne, prawosławne, katolickie, żydowskie, muzułmańskie i świeckie. Dla jednych Stepan Bandera jest postacią obecną od dzieciństwa, dla innych tematem, o którym dowiedzieli się dopiero przez polską debatę publiczną.
To nie znaczy, że polski ból związany z Wołyniem traci znaczenie. Znaczy raczej, że odpowiedzialność historyczna i współczesna to nie to samo. Nie każdy obywatel Ukrainy ma taką samą pamięć rodzinną, takie samo wychowanie historyczne i taki sam stosunek do UPA. W polsko-ukraińskiej rozmowie ta różnica bywa kluczowa.
Rozmowy z Piotrem Kaszuwarą można wysłuchać na stronie Radia Wrocław.
Wołodymyr Wiatrowycz: dawni wrogowie potrafili rozmawiać
Kolejny element tej ukraińskiej reakcji wniósł Wołodymyr Wiatrowycz, historyk i były szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej. W swoim wpisie przypomniał fotografię ze spotkania Wasyla Kuka, ostatniego głównego dowódcy UPA, oraz Andrzeja Żupańskiego, związanego z wołyńskim środowiskiem żołnierzy Armii Krajowej. Spotkanie miało odbyć się w Łucku w 1996 roku.
Sam opis zdjęcia jest mocny: „dawni wrogowie”. Dla polskiego czytelnika zestawienie dowódcy UPA i przedstawiciela środowiska AK może być trudne do przyjęcia bez emocji. Wiatrowycz nie użył jednak tej fotografii po to, by unieważnić polską pamięć. Użył jej jako przykładu, że ludzie stojący kiedyś po przeciwnych stronach mogli usiąść przy jednym stole.
Wiatrowycz przywołał też fragment rozmowy Wasyla Kuka z Izabellą Chruślińską i Piotrem Tymą z książki „Wiele twarzy Ukrainy”, wydanej w Lublinie w 2005 roku. To istotny lubelski ślad w tej debacie: książka była próbą pokazania Ukrainy jako kraju wielu pamięci, środowisk i sporów, a nie jako jednego prostego obrazu.
Z przytoczonych fragmentów wynika, że Kuk przedstawiał konflikt polsko-ukraiński jako starcie dwóch projektów politycznych i terytorialnych, w którym obie strony nie chciały rezygnować ze swoich roszczeń. Mówił też o tym, że ukraińskie środowiska niepodległościowe widziały zagrożenie ze strony Związku Radzieckiego i liczyły na możliwość wspólnego frontu z Polakami przeciw bolszewikom. Według jego relacji próby rozmów nie przyniosły wtedy pozytywnych rezultatów.
W rozmowie Kuk odnosił się również do powojennych wysiedleń ludności ukraińskiej i do akcji „Wisła”. Oceniał, że polska władza powinna mieć odwagę naprawić krzywdy wyrządzone osobom wysiedlonym. Dla polskiej pamięci jest to punkt bardzo wrażliwy, bo akcja „Wisła” bywa omawiana razem z działalnością UPA i bezpieczeństwem państwa po wojnie. Dla wielu Ukraińców pozostaje natomiast symbolem zbiorowej odpowiedzialności i przymusowego zerwania więzi z własnym miejscem.
Najważniejsza część przywołanej wypowiedzi Kuka dotyczyła przyszłości. Podkreślał, że to, co się wydarzyło, jest już historią, a przed Polakami i Ukraińcami stoi pytanie: co dalej. W jego ujęciu bez wolnej Ukrainy nie może istnieć silna Polska. Ta myśl nie usuwa sporu o Wołyń, ale pokazuje, dlaczego część ukraińskich rozmówców tak mocno reaguje na dzisiejsze zerwanie symbolicznych więzi.
Książka „Wiele twarzy Ukrainy” i jej znaczenie
W kontekście obecnej debaty warto przypomnieć książkę „Wiele twarzy Ukrainy. Rozmowy Izy Chruślińskiej i Piotra Tymy”, wydaną w Lublinie w 2005 roku przez Europejskie Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów oraz Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. To nie jest przypadkowe źródło przywołane w internetowej dyskusji, ale jedna z ważniejszych publikacji z polsko-ukraińskiego pogranicza intelektualnego początku XXI wieku.
Książka ma formę rozmów z osobami, które reprezentują różne doświadczenia Ukrainy: historykami, uczestnikami podziemia zbrojnego z lat 40. i 50., przedstawicielami środowisk dysydenckich, intelektualistami i ludźmi zaangażowanymi w debatę o pamięci. Jej głównym tematem jest Ukraina widziana nie jako jednolity obraz, ale jako kraj wielu pamięci, języków, biografii, sporów i historycznych ran.
W publikacji mocno obecne są tematy historyczne: relacje polsko-ukraińskie, pamięć o II wojnie światowej, UPA, Wołyń, akcja „Wisła”, stosunek do Związku Radzieckiego, dziedzictwo oporu i problem odpowiedzialności. Nie są one jednak pokazane wyłącznie jako spór o przeszłość. Autorzy rozmów próbują uchwycić, jak historia wpływa na współczesną politykę, nastroje społeczne i sposób, w jaki Polacy patrzą na Ukraińców oraz Ukrainę.
Dla obecnego materiału szczególne znaczenie ma rozmowa z Wasylem Kukiem, ostatnim głównym dowódcą UPA. Właśnie z tej książki pochodzi fragment przywołany przez Wołodymyra Wiatrowycza, dotyczący spotkania Kuka z Andrzejem Żupańskim i próby rozmowy między ludźmi należącymi do dawniej wrogich środowisk. To ważny kontekst, bo pokazuje, że temat UPA i Armii Krajowej był już wcześniej podejmowany w ramach trudnego, ale świadomego dialogu.
Rola książki polega więc nie tylko na dokumentowaniu wypowiedzi konkretnych rozmówców. Jej znaczenie jest szersze: pomaga zrozumieć, dlaczego ukraińska pamięć historyczna nie jest monolitem i dlaczego polsko-ukraińskie rozmowy o przeszłości wymagają więcej niż prostych ocen. W lubelskim kontekście publikacja jest dodatkowo ważna dlatego, że powstała właśnie w Lublinie, w środowisku akademickim i dialogowym związanym z polsko-ukraińską współpracą.
Okładkę książki można znaleźć w katalogach i serwisach księgarskich, między innymi na stronach Empik, Lubimyczytać, Poczytaj.pl, WorldCat oraz w ofertach antykwarycznych. Do publikacji warto jednak zachować ostrożność: zdjęcia okładek z księgarń i antykwariatów nie oznaczają automatycznie zgody na ich swobodne wykorzystanie. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłby własny skan egzemplarza redakcyjnego albo zgoda wydawcy lub biblioteki.
Książka nie wygląda dziś na pozycję łatwo dostępną w zwykłej sprzedaży księgarskiej jako nowy egzemplarz. Pojawia się głównie w obiegu antykwarycznym i jako używana książka w serwisach sprzedażowych. Dostępność i ceny są zmienne, dlatego przed podaniem informacji o zakupie trzeba je sprawdzić bezpośrednio w aktualnych ofertach.
Trzy ukraińskie reakcje, trzy różne akcenty
W tych trzech głosach widać różne poziomy ukraińskiej argumentacji. Czałyj mówi językiem dyplomacji i bezpieczeństwa: odpowiedź była potrzebna, ale eskalacja szkodzi. Kaszuwara mówi językiem społecznego doświadczenia: Ukraina nie jest monolitem, więc nie można przenosić jednej pamięci na wszystkich. Wiatrowycz mówi językiem historycznej polemiki: nawet dawni przeciwnicy próbowali rozmawiać, a rozmowa nie musi oznaczać zgody.
To nie są głosy identyczne. Czałyj chce zatrzymania spirali gestów. Kaszuwara apeluje o słuchanie i o zrozumienie różnic. Wiatrowycz przypomina o przykładach dialogu z przeszłości, ale robi to z perspektywy ukraińskiej pamięci narodowej. Razem pokazują jednak, że reakcja Ukrainy nie sprowadza się do jednego hasła ani do prostego odrzucenia polskiej wrażliwości.
Polska strona ma własny, głęboko zakorzeniony punkt widzenia. Wołyń i Galicja Wschodnia są dla wielu rodzin historią cywilnych ofiar, niezamkniętej żałoby, braku pochówków i poczucia, że część ukraińskiej polityki pamięci nie bierze tej krzywdy poważnie. Tego nie da się usunąć argumentem o rosyjskim zagrożeniu ani stwierdzeniem, że Ukraina ma prawo do własnych bohaterów.
Jednocześnie ukraińska strona widzi UPA także przez pryzmat walki o niepodległość, oporu wobec Związku Radzieckiego i dzisiejszej wojny z Rosją. W czasie pełnoskalowej agresji symbole antymoskiewskiego oporu nabierają w Ukrainie dodatkowego znaczenia. To nie znosi polskiej pamięci o ofiarach, ale tłumaczy, dlaczego gest Zełenskiego miał w Ukrainie inny sens niż w Polsce.
Co z tego wynika dla polsko-ukraińskiej rozmowy
Największym ryzykiem tej debaty jest zamknięcie obu stron w dwóch prostych zdaniach. Pierwsze: „Polacy nie rozumieją ukraińskiej walki o wolność”. Drugie: „Ukraińcy nie chcą uznać polskich ofiar”. Oba mogą zawierać część prawdy w konkretnych sytuacjach, ale jako całościowy opis relacji są zbyt płaskie i prowadzą do dalszego konfliktu.
Spór o Order Orła Białego pokazał, że symbole historyczne mogą działać szybciej niż dyplomacja. Jedna nazwa wojskowa, jedna decyzja o odznaczeniu, jeden gest zwrotu orderu i publiczna rozmowa natychmiast przechodzi od współczesnej wojny do ran z lat 40. XX wieku. Wtedy łatwo o reakcje, które są zrozumiałe emocjonalnie, ale politycznie kosztowne.
Dlatego ważne jest rozróżnienie kilku poziomów. Jest poziom polskiej pamięci o ofiarach. Jest poziom ukraińskiej pamięci o walce o państwowość. Jest poziom bieżącej wojny z Rosją. Jest też poziom codziennego życia Polaków i Ukraińców w takich miastach jak Lublin, gdzie relacje nie kończą się na deklaracjach polityków, bo ludzie spotykają się w pracy, szkołach, urzędach, organizacjach i sąsiedztwie.
Nie ma prostego tekstu, który rozwiąże spór o UPA, Wołyń i akcję „Wisła”. Można jednak uczciwie pokazać, że po obu stronach istnieją różne pamięci, różne języki bólu i różne obawy. Można też oddzielić krytykę politycznych decyzji od przerzucania winy na całe społeczeństwa.
W tym sensie głosy Czałyja, Kaszuwary i Wiatrowycza są przydatne nie dlatego, że zamykają temat. Są przydatne dlatego, że pokazują, jak bardzo potrzebna jest rozmowa bez uproszczeń. Dla Polski pamięć o ofiarach Wołynia pozostaje sprawą fundamentalną. Dla Ukrainy obrona własnej podmiotowości historycznej także jest sprawą fundamentalną. Prawdziwy dialog zaczyna się dopiero wtedy, gdy obie te prawdy mogą zostać wypowiedziane bez natychmiastowego zerwania rozmowy.
Słowa kluczowe:
Komentarz