
Order Orła Białego i kryzys pamięci: dlaczego spór wokół Zełenskiego wyszedł poza jedną nagrodę

Tekst jest komentarzem autorskim. Przedstawia ocenę wydarzeń i nie jest oficjalnym stanowiskiem społeczności ukraińskiej w Lublinie.
Tło: Order Orła Białego jako symbol wsparcia dla Ukrainy
5 kwietnia 2023 roku prezydent Polski Andrzej Duda odznaczył Wołodymyra Zełenskiego Orderem Orła Białego, najwyższym odznaczeniem państwowym Rzeczypospolitej Polskiej. Stało się to w czasie pełnoskalowej wojny, gdy Polska była jednym z głównych sojuszników Ukrainy: logistycznym, wojskowym, humanitarnym i politycznym.
W przemówieniu Dudy istotna była nie tylko osobista ocena Zełenskiego. Polski prezydent przedstawiał to odznaczenie jako wyraz szacunku dla narodu ukraińskiego, który walczy o niepodległość. Zełenski w tej perspektywie był nie tylko pojedynczym politykiem, lecz przedstawicielem Ukrainy w wojnie przeciwko rosyjskiej agresji.
Właśnie ta okoliczność stała się później kluczowa w argumentacji strony ukraińskiej. Jeśli order został wręczony nie tylko Zełenskiemu jako osobie, lecz Ukrainie, narodowi ukraińskiemu i armii, to jego odebranie zaczęto postrzegać nie jako personalną decyzję wobec jednego prezydenta, lecz jako uderzenie w symboliczną godność państwa walczącego w wojnie.
Głębszy konflikt: UPA, Wołyń i różna pamięć dwóch narodów
Bezpośrednią przyczyną kryzysu był dekret Zełenskiego z 26 maja 2026 roku. Na jego mocy Oddzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy nadano honorową nazwę „imienia Bohaterów UPA”.
W ukraińskiej logice decyzja ta wpisywała się w przywracanie historycznych tradycji narodowego wojska. Ukraińska Powstańcza Armia w ukraińskiej narracji państwowej często jest postrzegana jako część walki o niepodległość, szczególnie w kontekście oporu wobec systemu sowieckiego i rosyjskiego wpływu imperialnego.
Dla Polski UPA ma jednak inne, znacznie bardziej bolesne znaczenie. W polskiej pamięci jest ona związana przede wszystkim z tragedią wołyńską oraz masowymi mordami polskiej ludności cywilnej w latach 1943-1945. Polski parlament uznał te wydarzenia za ludobójstwo Polaków dokonane przez ukraińskich nacjonalistów.
W tym miejscu pojawia się główny węzeł sporu. Ukraina widzi w nazwie „Bohaterowie UPA” symbol walki o państwowość. Polska widzi w niej symbol formacji odpowiedzialnej za jedną z najboleśniejszych kart polskiej pamięci historycznej. Obie pamięci istnieją jednocześnie, ale polityczny błąd Ukrainy polegał na tym, że taką decyzję podjęto bez odpowiedniego przygotowania polskiego kontekstu.
Nie oznacza to, że Ukraina ma rezygnować z własnej historii. Oznacza to jednak, że w warunkach wojny i strategicznego partnerstwa z Polską takie kroki wymagają nie tylko wewnętrznej logiki, lecz także zewnętrznej komunikacji.
Dlaczego decyzja Zełenskiego była przewidywalnie wybuchowa
Zełenski często działa w sprawach symbolicznych ostro, sytuacyjnie i bez dostatecznej głębi kontekstu historycznego. Dla części ukraińskiego społeczeństwa nie jest to przypadek, lecz kontynuacja problemu, który ciągnie się jeszcze od jego przedprezydenckiej biografii publicznej.
Przed objęciem urzędu prezydenta Zełenski był twarzą „Kwartału 95”. W grudniu 2013 roku, podczas Rewolucji Godności, w noworocznym wydaniu programu pojawił się numer, w którym żartowano z pobicia uczestników Majdanu przez specjalny oddział „Berkut” oraz z „ebonitowych pałeczek”, którymi rzekomo można byłoby „wytwarzać prąd elektryczny” podczas bicia protestujących, gdyby ubrać ich w wełnianą odzież.
Ten epizod nie jest bezpośrednim wyjaśnieniem dekretu o Bohaterach UPA. Jest jednak ważny dla zrozumienia, dlaczego część środowisk majdanowych i państwotwórczych wciąż postrzega Zełenskiego jako człowieka, który nie do końca zszedł ze sceny politycznego kabaretu. W tematach pamięci historycznej, Majdanu, wojny, UPA, Hołodomoru, Wołynia i polsko-ukraińskiego pojednania taka reputacja tworzy dodatkowy problem zaufania.
Gdy polityk z takim tłem podejmuje ostrą decyzję symboliczną, jego przeciwnicy łatwo interpretują ją jako kolejny gest bez dostatecznego zrozumienia konsekwencji. W przypadku dekretu o Bohaterach UPA właśnie tak się stało.
Reakcja Polski: od krytyki do demonstracyjnego odebrania odznaczenia
Polska reakcja była szybka i politycznie twarda. Prezydent Polski Karol Nawrocki oświadczył, że decyzja Zełenskiego o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA przekroczyła granicę wrażliwą dla polskiego społeczeństwa.
19 czerwca 2026 roku Nawrocki ogłosił, że podjął decyzję o pozbawieniu Zełenskiego Orderu Orła Białego. Podkreślał, że nie jest to wymierzone w naród ukraiński i nie oznacza zmiany strategicznego kursu Polski w kwestiach bezpieczeństwa. Efekt polityczny był jednak inny.
W Warszawie można było przedstawiać to jako obronę polskiej pamięci historycznej. W Kijowie zostało to odebrane jako demonstracyjne upokorzenie prezydenta Ukrainy walczącej w wojnie. Nawet ci, którzy uważali pierwotny ukraiński dekret za błędny, nie mogli nie zauważyć, że polska odpowiedź przeniosła kryzys na inny poziom.
Krytycy Nawrockiego w samej Polsce również zwracali uwagę, że taka eskalacja działa na korzyść moskwy. Minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ostrzegali, że konflikty między sojusznikami w warunkach wojny są korzystne dla wroga.
Zwrot orderu przez Zełenskiego
20 czerwca Zełenski oświadczył, że zwrócił Order Orła Białego prezydentowi Polski. Strona ukraińska podkreślała, że postrzegała to odznaczenie jako wyróżnienie nie tylko dla Zełenskiego, lecz także dla narodu ukraińskiego i ukraińskiej armii.
Zełenski nie kwestionował prawa Polski do podejmowania decyzji w sprawie własnych odznaczeń państwowych. Faktycznie pokazał jednak, że jeśli Polska odbiera symbol wręczony Ukrainie w czasie wojny, Ukraina zwraca go jako gest państwowy.
Po tej decyzji podobne kroki zaczęli podejmować inni ukraińscy urzędnicy: minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, szef Głównego Zarządu Wywiadu Kyryło Budanow, ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar oraz przedstawiciele pionu dyplomatycznego i bezpieczeństwa. W tych przypadkach logika była zrozumiała: była to aktualna drużyna państwowa, działająca w ramach ogólnego stanowiska Biura Prezydenta i pionu państwowego.
Nawet gdy o decyzji rezygnacji z Orderu Orła Białego poinformował Leonid Kuczma, wyglądało to logicznie i nie było zaskoczeniem.
Leonid Kuczma: systemowy gest starej szkoły państwowej
Kuczma jest politykiem starej szkoły systemowej. Jego prezydentura faktycznie ukształtowała model wielowektorowości, w którym Ukraina balansowała między Zachodem a rosją. Jego polityka, presja medialna, sprawa Gongadzego i ogólna atmosfera autorytaryzacji stały się częścią tła fali protestów, która później doprowadziła do Pomarańczowej Rewolucji, a następnie do szerszych Majdanów jako formy oporu społecznego.
Jednocześnie w latach wojny Kuczma pozostawał włączony w procesy negocjacyjne. Reprezentował Ukrainę w Trójstronnej Grupie Kontaktowej do spraw Donbasu w latach 2014-2018, a w 2019 roku ponownie stanął na czele ukraińskiej delegacji w tym formacie. Trójstronna Grupa Kontaktowa była platformą Ukraina, rosja, Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. To właśnie przez ten format prowadzone były rozmowy dotyczące zawieszenia broni, wymiany jeńców i porozumień mińskich.
Wiktor Juszczenko: symbol ukraińskiej pamięci i polsko-ukraińskiego pojednania
Największą wagę historyczną ma decyzja Wiktora Juszczenki. To właśnie Juszczenko jako prezydent najbardziej konsekwentnie kształtował ukraińską politykę pamięci historycznej: Hołodomor, UPA, ukraińskie zmagania niepodległościowe, odbudowę narodowego panteonu i dystansowanie się od sowieckiego kanonu historycznego.
Jednocześnie Juszczenko był jednym z prezydentów, którzy starali się budować polsko-ukraińskie pojednanie nie poprzez przemilczanie bolesnych tematów, lecz poprzez wzajemne upamiętnienie ofiar. W tym kontekście szczególnie ważna jest wzmianka o Hucie Pieniackiej w 2009 roku, gdzie Juszczenko i Lech Kaczyński oddawali hołd polskim ofiarom akcji pacyfikacyjnej z czasów II wojny światowej. Wspomina się również Pawłokomę w Polsce, gdzie prezydenci oddawali hołd ukraińskim ofiarom i mówili o potrzebie porozumienia.
Juszczence nie można zarzucić poparcia dla Zełenskiego. Politycznie, światopoglądowo i stylistycznie jest on niemal przeciwieństwem Zełenskiego. Dla niego jednak decyzja Nawrockiego dotknęła nie tylko urzędującego prezydenta. Dotknęła samej zasady: polskie odznaczenie wręczone prezydentowi Ukrainy było także znakiem szacunku dla narodu walczącego o wolność.
Petro Poroszenko nie mógł pozostać z boku
Najbardziej politycznie wymowna była decyzja Petra Poroszenki. W przeciwieństwie do urzędujących funkcjonariuszy państwowych Poroszenko nie jest zależny od Biura Prezydenta. Co więcej, jest jednym z głównych politycznych przeciwników Zełenskiego. Właśnie dlatego jego rezygnacja z Orderu Orła Białego stała się ważną granicą: polska decyzja Nawrockiego zjednoczyła nawet tych ukraińskich polityków, którzy pozostają ze sobą w ostrym konflikcie wewnętrznym.
Poroszenko nazwał decyzję Nawrockiego błędną i niesprawiedliwą wobec narodu ukraińskiego. Podkreślił, że Kreml zawsze bije brawo wszystkiemu, co osłabia jedność Ukrainy i Polski. To ważny akcent: Poroszenko nie zaprzecza istnieniu trudnej historii, ale uważa, że obecna forma eskalacji tworzy problem bezpieczeństwa.
Jego argument polega na tym, że zarówno w przypadku Zełenskiego, jak i jego samego, polscy prezydenci odznaczali nie tylko głowy państw. Odznaczali Ukraińców i żołnierzy, którzy bronią Ukrainy, Polski i całej Europy. Stąd wynika logika jego rezygnacji: jeśli Polska zmienia symboliczną ocenę ukraińskiej walki, on nie może zachować swojego orderu jako prywatnego wyróżnienia.
Poroszenko osobno podkreślił, że jego krok nie jest skierowany przeciwko narodowi polskiemu. Zachowuje wdzięczność wobec Polski za wsparcie Ukrainy i szacunek dla polskich polityków, z którymi Ukraina budowała partnerstwo: Aleksandra Kwaśniewskiego, Bronisława Komorowskiego, Andrzeja Dudy, Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego i innych.
W tym tkwi kluczowa różnica między reakcją antypolską a reakcją państwową. Poroszenko nie wzywa do zerwania relacji z Polską. Przeciwnie, mówi, że kryzys trzeba natychmiast rozwiązać, ponieważ dotyczy on nie tylko dyplomacji, lecz także bezpieczeństwa.
Szczególnie mocny w jego wypowiedzi jest argument o logistyce. Podczas gdy Ukraina niszczy logistykę rosyjskiej armii na wschodzie i południu, rosja próbuje przez agentów wpływu, nieświadomych wzmacniaczy rosyjskiej narracji i stare rany historyczne niszczyć zachodnią logistykę Ukrainy. Dla Ukrainy Rzeszów stał się jednym z symboli międzynarodowego wsparcia.
Właśnie dlatego Poroszenko wzywa, by nie pogłębiać kryzysu, lecz od poniedziałku szukać rozwiązań, które zamienią go w impuls do nowego etapu ukraińsko-polskiego partnerstwa.
Borys Tarasiuk: kolejna niezależna postać
Osobno warto wspomnieć Borysa Tarasiuka, byłego ministra spraw zagranicznych Ukrainy. On również zrezygnował z polskiego Orderu Orła Białego. To ważne, ponieważ Tarasiuk nie jest urzędnikiem Biura Prezydenta i nie należy do obecnego pionu prezydenckiego.
Jego krok wzmacnia wniosek: reakcja na decyzję Nawrockiego nie była wyłącznie administracyjną kampanią obecnej władzy. Dotknęła szerszego kręgu ukraińskich polityków i dyplomatów, dla których ukraińsko-polskie partnerstwo jest strategiczne, ale nie może opierać się na symbolicznym upokorzeniu Ukrainy.
Wołodymyr Hrojsman: fala rezygnacji wychodzi poza Biuro Prezydenta
Wymowne jest to, że fala rezygnacji najwyraźniej nie kończy się wyłącznie na byłych prezydentach, dyplomatach i urzędujących przedstawicielach państwa. Rankiem 21 czerwca o zwrocie polskiego odznaczenia poinformował Wołodymyr Hrojsman, premier Ukrainy w latach 2016-2019, były mer Winnicy oraz szef Międzyregionalnego Koordynacyjnego Sztabu Humanitarnego. W 2011 roku otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej za rozwój współpracy regionalnej z polskimi miastami. Hrojsman podkreślił, że to odznaczenie miało dla niego osobiste znaczenie, dlatego również decyzja o jego zwrocie ma charakter osobisty. Jednocześnie wyraźnie oddzielił protest wobec politycznej decyzji Warszawy od stosunku do narodu polskiego: zwraca order jako wyraz solidarności z Ukrainą i prezydentem Zełenskim, ale zachowuje szacunek i wdzięczność wobec Polaków za wsparcie Ukraińców po 24 lutego. Jego oświadczenie potwierdza, że kryzys wyszedł już poza reakcję Biura Prezydenta. Obejmuje szersze grono ukraińskich polityków, którzy w różnych okresach budowali praktyczne relacje z Polską, a teraz próbują jednocześnie bronić ukraińskiej godności i nie zniszczyć ukraińsko-polskiego partnerstwa. Hrojsman również wprost nazwał rosję prawdziwym wrogiem i podkreślił, że moskwa jest zainteresowana tym, aby Kijów i Warszawa patrzyły nie do przodu, lecz wstecz.
Perspektywa Romana Bezsmertnego: dyplomacja zamiast orderowego efektu domina
Osobną ramę dla tego kryzysu proponuje dyplomata i polityk Roman Bezsmertny. Jego główne ostrzeżenie polega na tym, że publiczne zwracanie odznaczeń nie zawsze jest oznaką siły. Odznaczenie państwowe nie jest wyłącznie prywatnym przedmiotem urzędnika, lecz symbolem uznania dla określonego wkładu, instytucji, państwa albo narodu. Dlatego masowy „orderowy efekt domina” może wyglądać nie jak strategiczna odpowiedź, lecz jak emocjonalny gest, który jeszcze bardziej nakręca kryzys.
Jednocześnie ta ocena nie unieważnia innego wymiaru wydarzeń. Zwrot odznaczeń przez Juszczenkę, Poroszenkę, Kuczmę, Tarasiuka i Hrojsmana pokazał, że kryzys wyszedł już poza Biuro Prezydenta. Dla części ukraińskich polityków stał się nie kwestią poparcia dla Zełenskiego osobiście, lecz obroną ukraińskiej suwerenności i prawa państwa do samodzielnego określania własnej polityki pamięci.
W tej logice najgroźniejsze nie jest samo istnienie sporu historycznego, lecz przekształcenie go w publiczną broń polityczną. Ukraina i Polska mają bolesne karty wspólnej historii. Jeśli jednak politycy zaczynają używać ich jako narzędzia mobilizacji elektoratu, nie wygrywa ani Kijów, ani Warszawa. Wygrywa moskwa, której potrzebne są nie pojednanie i wspólne bezpieczeństwo, lecz wzajemna nieufność między sojusznikami.
Dlatego wyjściem z kryzysu nie powinny być kolejne demarche, lecz cicha praca dyplomatów, historyków, edukatorów, Kościołów i lokalnych wspólnot. Politycy mogą wygłaszać głośne deklaracje, ale relacje między Ukrainą a Polską są zbyt ważne, aby pozostawiać je wyłącznie w rękach przedwyborczej retoryki, symbolicznych uraz i wzajemnych gestów.
Polityczny paradoks: błąd Zełenskiego i błąd Polski jednocześnie
W tej historii ważne jest, aby nie wpaść w prosty schemat, w którym jedna strona ma całkowitą rację, a druga jest całkowicie winna.
Ukraiński błąd polegał na tym, że decyzja o nadaniu jednostce imienia Bohaterów UPA została podjęta bez odpowiedniego uwzględnienia polskiej traumy historycznej. UPA dla ukraińskiej pamięci i UPA dla polskiej pamięci nie są tym samym symbolem. Należało to uwzględnić przed wydaniem dekretu, a nie po międzynarodowym skandalu.
Polski błąd polegał na tym, że odpowiedź Nawrockiego zamieniła spór o pamięć historyczną w demonstracyjne upokorzenie prezydenta Ukrainy w warunkach wojny. Nawet jeśli Polska miała prawo krytykować ukraiński dekret, odebranie najwyższego odznaczenia przesunęło konflikt z płaszczyzny „krytyki decyzji Zełenskiego” na płaszczyznę „ukarania Ukrainy”.
Właśnie dlatego Biuro Prezydenta, mimo pierwotnego błędu, otrzymało korzystniejszą ramę. Zamiast dyskutować o tym, czy Zełenski postąpił rozsądnie w sprawie nazwy jednostki, społeczeństwo zaczęło rozmawiać o tym, czy Polska ma prawo demonstracyjnie upokarzać prezydenta Ukrainy, ingerować w sprawy wewnętrzne i naruszać suwerenność Ukrainy. W tej nowej ramie nawet krytycy Zełenskiego byli zmuszeni stanąć po stronie ukraińskiej.
Konsekwencje dla stosunków ukraińsko-polskich
Pierwsza konsekwencja: polityka historyczna znów stała się centrum relacji dwustronnych. Wołyń, UPA, OUN, ekshumacje, pomniki, nazwy wojskowe i podręczniki szkolne nie są już tematami drugorzędnymi. Bezpośrednio wpływają na bezpieczeństwo, logistykę, opinię publiczną i wsparcie dla Ukrainy.
Druga konsekwencja: rosja otrzymała prezent informacyjny. Każdy spór między Kijowem a Warszawą jest wykorzystywany przez rosyjską propagandę jako dowód „rozłamu sojuszników”. Szczególnie niebezpieczne jest to wtedy, gdy takie konflikty dotyczą nie przyszłości, lecz bolesnej przeszłości.
Trzecia konsekwencja: Ukraińcom w Polsce może być trudniej w wymiarze informacyjnym. Tematy historyczne często są wykorzystywane przez środowiska radykalne i populistyczne przeciwko ukraińskim uchodźcom, pracownikom, przedsiębiorcom i studentom. Nawet jeśli oficjalna Polska nadal wspiera Ukrainę, atmosfera społeczna może się pogarszać.
Czwarta konsekwencja: Ukraina i Polska potrzebują osobnego, stałego mechanizmu rozwiązywania konfliktów historycznych. Nie sytuacyjnych oświadczeń, nie wymiany oskarżeń, nie reakcji po skandalu, lecz protokołu: jak uzgadnia się wrażliwe decyzje symboliczne, jak prowadzi się ekshumacje, jak pracują historycy i jak politycy nie podważają pracy dyplomatów.
Сo powiedzieli Juszczenko i Poroszenko
Wiktor Juszczenko (@president.ukraine)
Drodzy Ukraińcy, wielce szanowni Polacy, szanowni Przyjaciele!
Pochodzę z obwodu sumskiego. To jeden z najbardziej oddalonych północno-wschodnich regionów Ukrainy, który oczywiście graniczy z rosją. Na skraju mojej wsi Chorążówka znajduje się jeden z wielu jarów porozbijanych przez wiatry, który do dziś nazywa się Polulach. Niedaleko tego jaru stoi dość wysoki pomnik odlany z żeliwa, być może mający 4-5 metrów wraz z cokołem. Na jednej z jego stron wyryto tekst: „Na etom miestie prochodila granica mieżdu Polszej i rosijej” rosja zapisana jest małą literą.
Jeszcze jako mały chłopiec, spędzając wiele czasu w tym jarze, gdzie trawy są wyższe od człowieka, poznawałem wartość pracy. I dziś ten jar pozostaje dla mnie miejscem magicznym, pięknym i podręcznikowym. Kiedyś właśnie stąd zaczęło się moje pojmowanie relacji ukraińsko-polskich. Proszę przyjąć powyższe słowa jako wstęp do naszej rozmowy.
Przez wiele stuleci Ukraińcy i Polacy żyli obok siebie jako historyczni sąsiedzi. Często mieszkaliśmy na jednej ziemi, żyliśmy i przyjaźnie, i cierpliwie wobec siebie, i różnie... Świat się zmieniał, a wraz z nim zmieniały się także nasze granice, w tym granice z Polską. Szczególnie dramatyczny był dla nas XX wiek, z konfliktami, a nawet wojnami. Oczywiście po stronie ukraińskiej i polskiej zachowały się różne spojrzenia i oceny tych wydarzeń.
Jest oczywiste, że dla każdego narodu wydarzenia te stały się już historią, której nie da się zmienić. Co więcej, ta historia relacji stała się subiektywną częścią każdego narodu i państwa.
Dlatego za jedną ze znaczących, trudnych, ale ważnych decyzji odległego już 2003 roku uważam decyzję prezydentów Ukrainy i Polski, rządów oraz parlamentów obu krajów o przyjęciu historycznego aktu wzajemnego przebaczenia o głębokim chrześcijańskim sensie: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. To było godne i mądre.
Zasadniczo ważne jest, aby także dziś trzymać się tej integralnej formuły politycznej dotyczącej naszej wspólnej historii. Nie spekulować i nie wyrywać kontekstów. Całą pozostałą ważną pracę poszukiwania prawdy zostawmy naukowcom, edukatorom i społeczeństwu obywatelskiemu.
Kilka słów do dyskusji o bohaterach narodowych. Ukraina i Polska miały oczywiście różną historię i różnych bohaterów. My, Ukraińcy, w tym władze, nie stawialiśmy sobie za cel akcentowania ani wskazywania narodowi polskiemu, kto ma być waszym bohaterem narodowym. To wasza historia i wasz wybór! Oczywiście Ukraińcy także nie potrzebują analogicznych usług. To nasze suwerenne prawo określać, kto jest naszym bohaterem narodowym. Powtórzę: wasi i nasi bohaterowie to różni ludzie. Jestem jednak przekonany, że ich wybór opiera się na kryterium społeczno-mentalnym. A mianowicie: bohaterami narodowymi Ukrainy są ci, którzy poświęcili swoją walkę, zdrowie i życie wolności narodu oraz suwerenności własnego państwa. Jestem przekonany, że tak samo postępuje naród polski. Dlatego to, czyim dzielnym imieniem nazwano jednostkę wojskową Sił Zbrojnych Ukrainy, jest suwerennym prawem narodu i państwa ukraińskiego.
Na zakończenie chcę osobno podkreślić: decyzja Prezydenta Polski Karola Nawrockiego o zainicjowaniu pozbawienia ukraińskiego wojska i narodu, w osobie Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, Orderu Orła Białego jest bez wątpienia nieodpowiedzialna.
Dziś ukraińskie wojsko i naród ukraiński ofiarnie walczą „za naszą i waszą wolność”. Właśnie dlatego każda próba unieważnienia wcześniejszej decyzji wykracza daleko poza stosunek do jednego polityka. Dotyczy milionów Ukraińców, którzy bronią i nadal płacą najwyższą cenę za prawo do posiadania własnego niepodległego państwa oraz za wolność Europy.
W 2005 roku miałem zaszczyt otrzymać Order Orła Białego od Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Było to odznaczenie za jedność i solidarność dwóch wielkich narodów. Kierowałem się przekonaniem, że oba narody znalazły w sobie odwagę, aby patrzeć sobie w oczy, prowadzić dialog, mówić prawdę i przyjmować ją taką, jaka jest, nawet jeśli jest gorzka. Właśnie na takim fundamencie opierało się prawdziwe pojednanie. Nieprzypadkowo to właśnie naród polski jako jeden z pierwszych wyciągnął pomocną dłoń do Ukrainy w najtrudniejszych dniach 2022 roku. Był to przejaw wielkiej ludzkiej solidarności, którego Ukraińcy nigdy nie zapomną.
Boli nas, że w tym przełomowym, krwawym czasie, gdy Ukraina stoi na śmierć i życie, widzimy kroki, które uderzają w nasze braterstwo. Nie będziemy jednak odpowiadać wrogością ani upokorzeniem. Jesteśmy narodem, który ma własną historię, własną godność i własną prawdę.
Pokazujemy przykład tego, jak zachowuje się silny naród, i nie wymagamy od innych tego, czego sami nie robimy. Ale wymagamy szacunku dla naszego wyboru, dla naszej pamięci i dla naszych bohaterów.
Dlatego podejmuję jedyną słuszną i uczciwą decyzję. Na znak głębokiego protestu przeciwko obecnej polityce Warszawy, która lekceważy ukraińską historię, oraz na znak absolutnej, niezachwianej solidarności z każdym naszym żołnierzem i Prezydentem Ukrainy, zwracam ten order. To nie jest akt nienawiści, lecz akt wyjątkowej godności.
Naród ukraiński jest wielki, potężny i samowystarczalny. Nie złamały nas odwieczne imperia, nie złamie nas Moskwa, a tym bardziej nie zmuszą nas do uległości ci, którzy próbują przepisać naszą historię lub upokorzyć nasz wybór. Nasze kozackie prawo do własnej pamięci i własnej dumy wywalczamy każdego dnia. Nadal patrzymy na was, naszych polskich sąsiadów, z nadzieją na mądrość i zrozumienie. Bo wierzymy: prawda, podobnie jak nasze ukraińskie słońce, i tak wzejdzie i będzie żyć wiecznie.
Chwała Ukrainie! Wielkiemu, niezłomnemu ukraińskiemu Wojsku wieczna chwała!
Petro Poroszenko (@petroporoshenko)
„Jeśli będziemy kłócić się o przeszłość, przyszłość wygra ktoś inny. Prezydenci Ukrainy i Polski powinni wreszcie to zrozumieć. Zanim będzie za późno!”.
To słowa premiera Polski Donalda Tuska. „Zwycięzcą w wojnie o historię i ordery może być tylko Moskwa” to myśl ministra spraw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego. Zgadzam się z oboma, bo trafili w punkt.
Jednocześnie uważam decyzję Prezydenta Polski Karola Nawrockiego za błędną i niesprawiedliwą wobec narodu Ukrainy. Nieprzypadkowo już pogratulował mu miedwiediew. kreml zawsze bije brawo wszystkiemu, co osłabia jedność między Ukrainą a Polską.
Zarówno w przypadku Zełenskiego, jak i w moim przypadku, odznaczano nie głowy państwa, lecz Ukraińców, naszych żołnierzy, którzy bronią Ukrainy, Polski i całej Europy. Dlatego podjąłem decyzję o rezygnacji z Orderu Orła Białego. Dwa tygodnie temu obiecałem kolegom na radzie porozumiewawczej, że zrobię ten krok, jeśli nie uda nam się przekonać Prezydenta Nawrockiego, aby nie podejmował błędnej decyzji. Niestety, nie udało się.
A zatem, mimo że nielegalną, antykonstytucyjną decyzją ukraińskiej władzy, poprzez sankcje, pozbawiono mnie wszystkich odznaczeń państwowych, podjąłem decyzję o rezygnacji z Orderu Orła Białego. To mój gest w odpowiedzi na decyzję Prezydenta Polski. Ale ten krok w żadnym razie nie jest skierowany do narodu polskiego!
Niezmienna pozostaje moja wdzięczność Polsce za wsparcie Ukrainy i Ukraińców w trudnych czasach. Niezmienna pozostaje moja głęboka wiara w strategiczną wartość ukraińsko-polskiego partnerstwa. Niezmienny pozostaje mój szacunek dla moich kolegów i przyjaciół, prezydentów Kwaśniewskiego, Komorowskiego i Dudy, premiera Tuska, ministra spraw zagranicznych Sikorskiego oraz pozostałych polskich polityków, z którymi budowaliśmy i nadal będziemy budować mocne partnerstwo, powiedziałbym nawet sojusznictwo.
Ci w Polsce, którzy nie przeżuwają historycznych mitów, lecz studiują historię i wyciągają wnioski z jej lekcji, wiedzą, że gdy Ukraina traci niepodległość, traci ją także Polska. Ale to nie przeszłość powinna określać nasze relacje. Nie chcę, aby Polacy redagowali nasze podręczniki, i w żadnym razie nie roszczę sobie prawa do tego, abyśmy my, Ukraińcy, poprawiali polskie podręczniki, bo inaczej wspólny podręcznik przyślą nam z moskwy.
Ale dziś warto zadać kilka uczciwych pytań.
- Kto doprowadził stosunki ukraińsko-polskie do sytuacji, w której spory historyczne znów zaczęły dominować nad kwestiami wspólnego bezpieczeństwa?
- Kto podstawił państwo ukraińskie, dopuszczając do przekształcenia trudnych kart historii w narzędzie konfrontacji politycznej?
- Kto nie dostrzegł albo nie chciał dostrzec, że na tej eskalacji zyskuje tylko jedna stolica, moskwa?
W tej wojnie niezwykle ważna jest logistyka. Ukraina każdego dnia niszczy logistykę wroga na okupowanym Krymie, starając się utrudnić zaopatrzenie rosyjskiej armii. Tymczasem rosja, poprzez swoich agentów wpływu, przez pożytecznych idiotów i przez stare rany historyczne, próbuje niszczyć naszą logistykę na zachodzie, tam, gdzie przebiegają kluczowe trasy wsparcia dla Ukrainy. Dla nas Rzeszów to nie jest po prostu polskie miasto. To jeden z symboli międzynarodowej solidarności z Ukrainą.
Dlatego każdy kryzys między Kijowem a Warszawą jest dziś nie tylko problemem dyplomacji. To kwestia bezpieczeństwa. I właśnie dlatego trzeba go rozwiązać natychmiast. Dziś ważne jest nie pogłębianie konfliktu, lecz jego zakończenie. Zawsze wspominam słowa świętego Jana Pawła II: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. To właśnie ta formuła w swoim czasie pomogła naszym narodom znaleźć drogę do pojednania i partnerstwa.
Dlatego proponuję, aby już od poniedziałku szukać rozwiązań, które pozwolą nie pogłębić obecnego kryzysu, lecz przekształcić go w impuls do nowego etapu ukraińsko-polskiego partnerstwa: uczciwego, przyjaznego, strategicznego. Politycy mogą sobie pozwalać na polityczne gesty, ale dyplomaci nie powinni rzucać orderami, lecz przezwyciężać kryzys.
Ten kryzys, nawiasem mówiąc, wykracza poza relacje dwustronne, ponieważ Polska w moich czasach stała się i nadal powinna być naszym głównym adwokatem na drodze do członkostwa w Unii Europejskiej i NATO. Teraz najważniejsze dla ukraińskiej dyplomacji jest zachowanie tego dorobku i wzmocnienie naszej wewnętrznej jedności w walce o ambitne cele zewnętrzne. Właśnie w tej logice podjąłem swoją decyzję.
Punkt zwrotny: decyzje Juszczenki i Poroszenki zmieniły ramę kryzysu
Zwrot polskich odznaczeń przez Wiktora Juszczenkę i Petra Poroszenkę stał się nieoczekiwanym momentem, który zmienił sposób postrzegania całej sytuacji. Jeśli na pierwszym etapie wielu Ukraińców było gotowych zgodzić się, że decyzja Zełenskiego dotycząca nazwy jednostki wojskowej była błędem komunikacyjnym i nie uwzględniała polskiego kontekstu historycznego, to po oświadczeniach Juszczenki i Poroszenki akcent się przesunął. Starsi ukraińscy politycy, którzy nie są częścią Biura Prezydenta i mają własną wagę polityczną, faktycznie stanęli po stronie obrony ukraińskiej suwerenności. Chodzi już nie tylko o ocenę UPA czy jednego dekretu prezydenckiego, lecz o prawo Ukrainy do samodzielnego kształtowania wewnętrznej polityki pamięci bez zewnętrznych wskazówek: nadawania nazw jednostkom wojskowym i ulicom, stawiania pomników oraz określania własnego panteonu narodowego. Właśnie to uczyniło kryzys szerszym: przestał być sporem wokół Zełenskiego, a stał się pytaniem o granice dopuszczalnego wpływu Polski na suwerenne decyzje państwa ukraińskiego.
Jednocześnie wielu ukraińskich polityków i komentatorów zwraca uwagę, że Ukraina przez lata nie próbowała ingerować w polską politykę pamięci ani wskazywać Polakom, kto powinien pozostać bohaterem narodowym, a kto nie. W polskim panteonie historycznym również znajdują się postacie oceniane niejednoznacznie przez sąsiadów lub różne środowiska historyczne. Mimo to Ukraińcy co do zasady uznawali, że jest to suwerenne prawo narodu polskiego do samodzielnego kształtowania własnej pamięci historycznej. Z tego punktu widzenia część ukraińskiej opinii publicznej uznała decyzję Warszawy nie za spór o historię, lecz za próbę wpływania na to, jak Ukraina ma definiować własnych bohaterów, własne symbole i własną narrację historyczną. To właśnie ten argument coraz częściej pojawiał się po oświadczeniach Juszczenki, Poroszenki, Hrojsmana i innych polityków, którzy podkreślali, że dialog historyczny jest potrzebny, ale nie może prowadzić do ograniczania suwerennego prawa państwa do prowadzenia własnej polityki pamięci.
Zamiast podsumowania
Historia z Orderem Orła Białego zaczęła się jako błąd ukraińskiej polityki symbolicznej, ale przerodziła się w kryzys przez demonstracyjną decyzję Polski. Zełenski dał Polsce powód do twardej reakcji. Nawrocki zamienił tę reakcję w gest polityczny, który dotknął nie tylko Zełenskiego, lecz Ukrainę jako państwo. Skutek okazał się inny, niż mogła oczekiwać strona polska. Z odznaczeń zrezygnowali nie tylko urzędnicy zależni od Biura Prezydenta, lecz także Wiktor Juszczenko, Petro Poroszenko, Leonid Kuczma i Borys Tarasiuk. To oznacza, że sprawa wyszła poza Zełenskiego.
W tym kryzysie Ukraina powinna uznać własny błąd komunikacyjny. Polska powinna uznać, że ukaranie prezydenta Ukrainy walczącej w wojnie przez odebranie najwyższego odznaczenia państwowego było strategicznie szkodliwe. Oba państwa powinny też zrozumieć: jeśli nie stworzą mechanizmu pracy z pamięcią historyczną, każda kolejna rocznica, nazwa albo wypowiedź polityczna znów stanie się prezentem dla rosji.
Otwarte pytania po kryzysie orderowym
Co będzie z Ukraine Recovery Conference w Gdańsku?
Osobne pytanie brzmi: jak obecny kryzys wpłynie na Ukraine Recovery Conference 2026 w Gdańsku, zaplanowaną na 25-26 czerwca. Formalnie konferencja ma stać się jedną z kluczowych międzynarodowych platform poświęconych odbudowie Ukrainy, inwestycjom, energetyce, infrastrukturze krytycznej, logistyce i współpracy w zakresie bezpieczeństwa. Właśnie dlatego jej skład, poziom reprezentacji, udział ukraińskich i polskich urzędników, biznesu, donorów, międzynarodowych instytucji finansowych oraz samorządu będą miały znaczenie nie tylko gospodarcze, lecz także polityczne. Jeśli forum odbędzie się w pełnym formacie, może stać się szansą na rozładowanie napięcia i powrót do praktycznej współpracy. Jeśli natomiast kryzys polityczny wpłynie na jego atmosferę albo skład uczestników, będzie to sygnał, że konflikt wokół pamięci historycznej zaczyna uderzać w realne mechanizmy wsparcia Ukrainy.
Jaka będzie atmosfera 11 lipca w Lublinie?
Drugie otwarte pytanie dotyczy Lublina, gdzie na 11 lipca zapowiedziano Lubelski Marsz Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej pod hasłem „Stop Banderyzmowi”. Pamięć o polskich ofiarach Wołynia ma prawo do godnego upamiętnienia, ale w obecnej atmosferze politycznej każde wydarzenie tego typu może zyskać dodatkowy konfrontacyjny wymiar. Szczególnie w mieście, w którym mieszka wielu Ukraińców, działają ukraińscy przedsiębiorcy, uczą się ukraińskie dzieci i funkcjonują ukraińskie organizacje. Dlatego ważny będzie nie tylko sam fakt marszu, lecz także jego ton: czy będzie to żałobne upamiętnienie ofiar, czy polityczna demonstracja przeciwko współczesnym Ukraińcom. Właśnie tutaj odpowiedzialność spoczywa nie tylko na organizatorach, lecz także na władzach miasta, policji, mediach i liderach opinii publicznej.
Czy ukraińscy migranci staną się najsłabszą stroną tego konfliktu?
Najboleśniejsze pytanie brzmi: czy za ten kryzys polityczny nie zapłacą zwykli Ukraińcy w Polsce. Mówienie o nieuchronnych pogromach byłoby nieodpowiedzialne, ale nie można też ignorować ryzyka lokalnych incydentów, agresji słownej, prowokacji, donosów, bojkotów albo ataków. Szczególnie pamiętając o atakach na Ukraińców w Warszawie i Lublinie w ostatnich miesiącach. Migranci zawsze są najmniej chronioną stroną w takich konfliktach: zależą od dokumentów, pracy, najmu, szkoły dla dzieci, lokalnej administracji i atmosfery społecznej. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że oficjalny Kijów często postrzega Ukraińców za granicą jako zasób, problem wyborczy albo źródło pretensji, a nie jako obywateli, których należy systemowo chronić dyplomatycznie, prawnie i informacyjnie. Jeśli Kijów i Warszawa nie zatrzymają eskalacji, jako pierwsi odczują ją nie prezydenci i nie ministrowie, lecz Ukraińcy, którzy każdego dnia żyją, pracują i wychowują dzieci w Polsce.