
Wielogodzinne dyżury w lubelskim pogotowiu

Kontrola Najwyższej Izby Kontroli wykazała poważne problemy w organizacji pracy Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie. Najdłuższy stwierdzony dyżur lekarza trwał 70 godzin.
Nie był to jednak odosobniony przypadek. Z ustaleń kontrolerów wynika, że 12 z 15 sprawdzonych pracowników medycznych wykonywało pracę bez przerwy przez ponad 24 godziny.
Dyżury od 36 do 70 godzin
Kontrola objęła grafik pięciu lekarzy oraz dziesięciu ratowników medycznych, pielęgniarek i pielęgniarzy zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych.
W 92 przypadkach odnotowano pracę trwającą bez przerwy dłużej niż dobę. Trzech z pięciu lekarzy pełniło dyżury trwające od 36 do 70 godzin. Najczęściej występowały zmiany 48-godzinne, których stwierdzono łącznie 19.
W przypadku ratowników oraz personelu pielęgniarskiego kontrolerzy wykazali 56 dyżurów trwających po 36 godzin oraz jeden dyżur 48-godzinny.
Praca na umowach cywilnoprawnych
Według ustaleń NIK wszyscy lekarze pracujący w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Lublinie wykonywali obowiązki na podstawie umów cywilnoprawnych, a nie umów o pracę.
W praktyce oznaczało to, że nie obejmowały ich normy czasu pracy i odpoczynku wynikające bezpośrednio z Kodeksu pracy. Kierownictwo pogotowia tłumaczyło długie zmiany koniecznością zapewnienia ciągłości działania zespołów ratownictwa medycznego.
NIK oceniła jednak organizację pracy personelu kontraktowego jako nieprawidłową.
Zmiana kończyła się i zaczynała w tej samej minucie
Kontrolerzy stwierdzili także 38 przypadków, w których pracownik formalnie kończył dyżur w jednym miejscu i dokładnie w tej samej minucie rozpoczynał pracę w innym punkcie.
Część tych miejsc znajdowała się w różnych lokalizacjach lub miejscowościach, co oznaczało, że pracownik nie miał realnej przerwy na dojazd i odpoczynek między zmianami.
Problem dotyczy całego systemu
Wyniki kontroli wskazują, że sytuacja w Lublinie jest częścią szerszego problemu polskiego ratownictwa medycznego. System od lat zmaga się z niedoborem lekarzy, ratowników i personelu pielęgniarskiego.
Braki kadrowe powodują, że pracownicy podejmują kolejne dyżury, aby zapewnić działanie karetek i szpitalnych oddziałów ratunkowych.
NIK zwróciła również uwagę na przeciążenie szpitalnych oddziałów ratunkowych. Prawie połowa skontrolowanych pacjentów nie wymagała pomocy w trybie nagłym, a ponad 60 procent osób przywiezionych przez zespoły ratownictwa nie zostało przyjętych do szpitala.
Pełne wyniki kontroli są dostępne w komunikacie Najwyższej Izby Kontroli.
Komentarz