• Strona domowa
  • Decyzja lwowskich radnych wywołała konflikt z Polską. W czasie wojny stawką jest coś więcej niż polityka historyczna.
Polsko-ukraińskie relacje w czasie wojny
21:33, dzisiaj
Wiarygodne źródło

Decyzja lwowskich radnych wywołała konflikt z Polską. W czasie wojny stawką jest coś więcej niż polityka historyczna.

Polsko-ukraińskie relacje w czasie wojny
Decyzja lwowskich radnych wywołała konflikt z Polską. W czasie wojny stawką jest coś więcej niż polityka historyczna.

Decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej z 20 października 2026 roku o ogłoszeniu przyszłego roku rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza wywołała ostry spór między Polską a Ukrainą. Choć radni zaplanowali wyłącznie regionalne wydarzenia upamiętniające, reakcja polskich władz i ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych po raz kolejny pokazała, że konsekwencje takich decyzji od dawna wykraczają i nadal będą wykraczać daleko poza granice jednego obwodu.

W czasie, gdy Ukraina walczy o przetrwanie w wojnie z Rosją, a Polska pozostaje jednym z jej najważniejszych partnerów, podobne konflikty nie są wyłącznie problemem dyplomatycznym. Mogą wpływać na wzajemne zaufanie, społeczne poparcie dla współpracy oraz przyszłe decyzje dotyczące bezpieczeństwa, pomocy wojskowej i humanitarnej. Dlatego rodzi się pytanie: czy lokalne ambicje polityczne mogą usprawiedliwiać podejmowanie przewidywalnego ryzyka dla interesów całego państwa?

Decyzja lokalna, konsekwencje międzynarodowe

Lwowscy radni uzasadniali swoje inicjatywy rocznicami przypadającymi w 2027 roku: 85-leciem powstania UPA oraz 120. rocznicami urodzin Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza. Zapowiadano wydarzenia naukowe, kulturalne, edukacyjne i upamiętniające na terenie obwodu lwowskiego. Program nie przewidywał udziału polskich instytucji.

Jednak kwestia nie polega na tym, gdzie miałyby odbywać się uroczystości. Historia UPA, OUN i ich przywódców nie jest wyłącznie historią dzisiejszej Ukrainy. To również część historii Polski, jej przedwojennych obywateli, instytucji państwowych, a przede wszystkim rodzin, które doświadczyły przemocy podczas II wojny światowej.

Roman Szuchewycz służył w Wojsku Polskim, a istotna część ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego rozwijała działalność na terytorium międzywojennej Rzeczypospolitej. Jego historia obejmuje także okres panowania Austro-Węgier oraz okupacji niemieckiej i sowieckiej. Mamy więc do czynienia ze wspólną historią dwóch narodów, której poszczególne wydarzenia i postacie bywają oceniane diametralnie różnie. Właśnie dlatego jednostronne decyzje dotyczące ich oficjalnego upamiętniania niosą przewidywalne ryzyko konfliktów politycznych i wymagają szczególnej odpowiedzialności.

Dla wielu Ukraińców UPA pozostaje symbolem walki o niepodległość i oporu przeciwko władzy sowieckiej. Dla Polaków jest również organizacją, której oddziały odpowiadają za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Tych zbrodni nie wolno przemilczać ani usprawiedliwiać. Równocześnie badania historyczne dokumentują zbrodnie popełnione na ukraińskich cywilach przez niektóre oddziały polskiego podziemia, w tym Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich. W obu przypadkach ofiary mają prawo do prawdy, pamięci i godnego pochówku. Nie oznacza to automatycznego zrównania skali czy okoliczności zbrodni.

Trzeba również rozróżniać odpowiedzialność poszczególnych postaci. Ołeh Olżycz należał do frakcji OUN związanej z Andrijem Melnykiem i nie był dowódcą UPA. Nie można przypisywać mu automatycznie działań innych organizacji. Każda historyczna biografia wymaga odrębnej, opartej na źródłach oceny.

Czy lwowscy radni mogli nie przewidzieć reakcji Polski?

Szczególnie istotny jest przebieg przygotowania decyzji. Z oficjalnego porządku obrad komisji Lwowskiej Rady Obwodowej z 6 lipca 2026 roku wynika, że bezpośrednio przed rozpatrzeniem projektów dotyczących Szuchewycza, UPA i Olżycza zaplanowano dyskusję o problemach relacji ukraińsko-polskich w dziedzinie pamięci historycznej i narodowej. Oznacza to, że wrażliwość międzynarodowa tej tematyki była obecna w pracach komisji już na etapie przygotowań.

Mimo to, jak potwierdziło później ukraińskie MSZ w odpowiedzi udzielonej redakcji Suspilne, radni nie zwrócili się do resortu ani innych organów centralnych o konsultacje dotyczące możliwych konsekwencji dla relacji z Polską.

W ocenie naszej redakcji radni przekroczyli granice odpowiedzialnego wykonywania swoich kompetencji, podejmując decyzję o przewidywalnych skutkach międzynarodowych bez wcześniejszych konsultacji dyplomatycznych. Rada regionalna stworzyła tym samym problem dla polityki zagranicznej całej Ukrainy. Odrębną kwestią pozostaje formalnoprawna ocena przekroczenia kompetencji: obowiązujące przepisy przyznają radom obwodowym zadania w dziedzinie kultury, a brak konsultacji z Polską nie oznacza sam w sobie stwierdzonego naruszenia prawa.

Województwo lubelskie zawiesza współpracę z obwodem lwowskim

Spór szybko przestał ograniczać się do dyplomatycznych protestów. 22 października 2026 roku Zarząd Województwa Lubelskiego ogłosił zawieszenie współpracy z obwodem lwowskim i zapowiedział działania zmierzające do rozwiązania umowy partnerskiej z 16 czerwca 2004 roku, obejmującej współpracę gospodarczą, handlową, naukowo-techniczną i kulturalną. Przedstawiciele władz województwa oczekują reakcji strony ukraińskiej do poniedziałku 26 października. Ostateczne rozwiązanie umowy nie zostało jeszcze potwierdzone.

Stanowisko władz województwa nie sprowadza się do sprzeciwu wobec samych uroczystości. Samorząd wskazuje, że ukraińscy partnerzy byli wielokrotnie informowani o polskiej wrażliwości historycznej i granicach akceptacji dla publicznego honorowania UPA oraz Romana Szuchewycza. Przywołuje przy tym jednomyślnie przyjęte stanowisko Sejmiku Województwa Lubelskiego z 25 czerwca 2026 roku dotyczące pamięci ofiar zbrodni dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów.

Istotne jest również rozróżnienie instytucji. Sporne uchwały przyjęła Lwowska Rada Obwodowa, natomiast ukraińskim partnerem umowy z województwem lubelskim jest Lwowska Obwodowa Administracja Państwowa, działająca obecnie jako administracja wojskowa. Władze województwa oczekują, że administracja ta wstrzyma wykonanie uchwał albo doprowadzi do ich wycofania. Nie oznacza to jednak, że może ona automatycznie anulować decyzje rady bez odpowiedniej podstawy prawnej.

Wcześniej prezydent Lublina Krzysztof Żuk zaapelował o wycofanie decyzji i rozpoczęcie dialogu opartego na rzetelnych badaniach historycznych. Są to odrębne działania dwóch szczebli samorządu. Współpraca miasta Lublin z miastem Lwów nie jest tożsama z umową między województwem lubelskim a obwodem lwowskim.

Według informacji przekazanych 21 października przez wiceministra spraw zagranicznych Marcina Bosackiego strona polska otrzymała zapewnienie od współpracowników prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, że sporne decyzje nie zostaną zrealizowane. Informacje o uchwałach zniknęły ze strony internetowej lwowskiej rady, lecz nie potwierdza to jeszcze ich formalnego uchylenia.

Wydarzenia te pokazują, że konsekwencje jednostronnych inicjatyw historycznych mogą być szybkie i konkretne. Jednocześnie działania odwetowe również wymagają oceny ich skutków. Ochrona pamięci ofiar nie powinna prowadzić do nieproporcjonalnych strat dla mieszkańców, przedsiębiorców, instytucji i wspólnych projektów, które nie uczestniczyły w podejmowaniu spornych decyzji.

Nie oznacza to jednak, że odpowiedzią polskiej strony powinny być coraz bardziej radykalne demonstracje polityczne. Stanowcza obrona pamięci ofiar to jedno, a próby prześcigania Konfederacji w radykalizmie to zupełnie co innego. Takie zachowanie może zostać odebrane jako wyborcza kalkulacja, a nie odpowiedzialna troska o interes państwa i regionu. Co więcej, polityczne naśladowanie radykalnej konkurencji nie musi przynosić nowych głosów. Może natomiast zniechęcać wyborców oczekujących konsekwencji, przewidywalności i skutecznej współpracy międzynarodowej. Według badania CBOS z lipca 2026 roku aż 75 proc. Polaków uważa, że Polska i Ukraina powinny przede wszystkim współpracować w obliczu zagrożenia ze strony Rosji, a 73 proc. dostrzega, że politycy obu państw podsycają wzajemne konflikty dla własnych korzyści politycznych. Polscy politycy również powinni wyciągnąć z tych wyników wnioski.

Polityczny infantylizm może mieć realną cenę

Samodzielne podejmowanie decyzji nie jest jeszcze dowodem politycznej dojrzałości. Suwerenność państwa nie polega na ignorowaniu reakcji partnerów ani na demonstrowaniu niezależności za wszelką cenę. Polega również na umiejętności ochrony własnych interesów, przewidywania konsekwencji i budowania trwałych sojuszy.

W warunkach pełnoskalowej wojny z Rosją podporządkowywanie tak wrażliwych spraw lokalnym ambicjom politycznym, bez uwzględnienia interesów całego państwa, jest w ocenie redakcji przejawem szkodliwego politycznego infantylizmu. Politycy nie mogą koncentrować się wyłącznie na symbolicznych sukcesach we własnym regionie. Muszą także brać pod uwagę sytuację mieszkańców Kijowa, Charkowa, Zaporoża, Chersonia, Odessy i innych ukraińskich miast, które każdego dnia pozostają zagrożone rosyjskimi atakami.

Według szacunków polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej przez Polskę przechodzi ponad 80 proc. międzynarodowych dostaw pomocy wojskowej dla Ukrainy. Centrum logistyczne w rejonie Rzeszowa-Jasionki ma istotne znaczenie dla dostaw organizowanych we współpracy z sojusznikami. Nie chodzi więc jedynie o bilateralne relacje Warszawy i Kijowa, lecz również o szerszy system wsparcia ukraińskiej obrony.

W związku z październikowym sporem pojawiły się doniesienia, że Polska miała wstrzymać jeden z pakietów pomocy wojskowej. Informację pochodzącą od anonimowego źródła w ukraińskim rządzie zakwestionował jednak rzecznik polskiego MON. Nie ma zatem podstaw, aby przedstawiać zatrzymanie dostaw jako potwierdzony skutek decyzji lwowskich radnych.

Ryzyko pozostaje jednak poważne. Osłabienie politycznego zaufania może utrudniać przyszłe uzgodnienia i decyzje o wsparciu. Podczas wojny ewentualne opóźnienia w dostarczaniu środków obrony mogą zwiększać zagrożenie dla ludzi i infrastruktury. Nie da się dziś wiarygodnie wyliczyć, ile domów lub istnień ludzkich mogłoby zostać utraconych wskutek konkretnego sporu dyplomatycznego. Nie daje to jednak politykom prawa do lekceważenia przewidywalnego ryzyka.

Nie można jednocześnie oczekiwać od Polski strategicznej solidarności i podejmować decyzji tak, jakby polska pamięć historyczna, społeczeństwo i opinia publiczna nie miały znaczenia. Takie podejście jest wewnętrznie sprzeczne. Ten sam wymóg odpowiedzialności musi oczywiście obowiązywać również polskich polityków w stosunku do Ukrainy.

Rosja nie musi tworzyć konfliktu, aby go wykorzystać

Historia polsko-ukraińskich sporów jest od lat wykorzystywana przez rosyjską propagandę. Nie jest to wyłącznie przypuszczenie. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) w analizie z 24 sierpnia 2026 roku opisał mechanizmy podsycania nastrojów antyukraińskich w Polsce oraz antypolskich na Ukrainie.

Rosja nie musi kierować konkretnym samorządem, finansować lokalnego polityka ani wpływać na wynik głosowania. Może wykorzystać rzeczywistą uchwałę, autentyczne oburzenie i istniejące różnice historyczne. Wystarczy wybiórczo przedstawiać informacje, wzmacniać najbardziej konfrontacyjne wypowiedzi, rozpowszechniać fałszywe materiały i przenosić odpowiedzialność za dawne zbrodnie na współczesne narody.

To właśnie dlatego prawdziwa informacja może stać się elementem manipulacyjnej operacji. PISM wskazuje, że rosyjskim celem jest osłabienie, a w dalszej perspektywie nawet sparaliżowanie polsko-ukraińskiej współpracy. Nie oznacza to jednak, że każda krytyka UPA, każda ukraińska odpowiedź czy każde emocjonalne stanowisko jest inspirowane przez Rosję. Stwierdzenie rosyjskiej koordynacji konkretnej kampanii wymaga osobnych dowodów. Właśnie dlatego właściwe instytucje bezpieczeństwa obu państw powinny stale monitorować zagraniczne operacje wpływu, prowokacje i skoordynowaną dezinformację, nie ograniczając przy tym niezależnych badań historycznych ani legalnej debaty publicznej.

Partnerstwo wymaga wcześniejszych uzgodnień, nie gaszenia kolejnych kryzysów

Polska i Ukraina są dziś powiązane znacznie głębiej niż przed rosyjską inwazją. Łączą je bezpieczeństwo, gospodarka, migracja, rodziny, szkoły, przedsiębiorstwa i wspólne projekty regionalne. Dla Lublina i Lwowa współpraca ma także wieloletnią wartość społeczną i historyczną. Nie powinna być podporządkowywana krótkotrwałym sporom politycznym.

Zdaniem redakcji oba państwa powinny dopracować istniejące rozwiązania i rozwinąć formalny, wzajemny mechanizm konsultacji dotyczący oficjalnych inicjatyw historycznych o istotnych skutkach dwustronnych. Projekty tego rodzaju powinny być wcześniej oceniane przez własne ministerstwa spraw zagranicznych, a następnie konsultowane z odpowiednimi partnerami. W przypadku poważnych zastrzeżeń powinno istnieć prawo do czasowego wstrzymania procedury na potrzeby rozmów i niezależnej ekspertyzy historycznej.

Warto również rozważyć wzajemne prawo weta wobec wspólnych przedsięwzięć państwowych i międzynarodowych inicjatyw upamiętniających. W odniesieniu do jednostronnych działań władz konieczny byłby odrębny, uzgodniony traktatowo mechanizm odraczający, z jasnym zakresem, terminami i procedurą rozstrzygania sporów. Takie rozwiązania obecnie nie wynikają automatycznie z prawa obu państw. Nie mogą też zastępować wolności badań naukowych ani ustanawiać jednej obowiązkowej interpretacji historii.

Istnieje już przykład skutecznego współdziałania. Dzięki polsko-ukraińskiej grupie roboczej do spraw godnych pochówków wznowiono prace poszukiwawcze i ekshumacyjne po obu stronach granicy. W październiku 2026 roku ukraińscy badacze odkryli w Łaskowie w województwie lubelskim szczątki ponad 40 osób w grobach związanych z tragicznymi wydarzeniami z 1944 roku. Z kolei polscy specjaliści prowadzili badania i ekshumacje ofiar na terenie Ukrainy. To pokazuje, że mimo różnic historycznych można podejmować wspólne, konkretne działania.

Pamięć o ofiarach nie może zagrażać żyjącym

Nie można odkładać odpowiedzialności na przyszłe pokolenia, powtarzając, że „historia nas osądzi”. Obecne decyzje mają skutki już dzisiaj. To dzisiejsi politycy odpowiadają za to, czy przewidują zagrożenia, potrafią konsultować się z partnerami i nie dostarczają dodatkowych okazji do destabilizacji stosunków między państwami.

Jeżeli Polska i Ukraina traktują się jak strategiczni partnerzy, muszą tak samo traktować zasady współpracy. Nie da się jednocześnie domagać się wzajemnego zaufania i ignorować interesów drugiej strony. Niepodległość nie staje się silniejsza dzięki jednostronnym demonstracjom politycznej niezależności. Staje się silniejsza dzięki bezpieczeństwu, odpowiedzialnym decyzjom i sojuszom, które potrafią przetrwać także trudne rozmowy o historii. Pamięć o ofiarach minionych pokoleń powinna służyć prawdzie i godności. Nie może stawać się przyczyną osłabienia współpracy, od której podczas obecnej wojny zależy bezpieczeństwo ludzi. Polska i Ukraina nie muszą mieć identycznych ocen przeszłości, aby wspólnie chronić swoją przyszłość.

Jeśli zauważysz błąd, zaznacz odpowiedni tekst i naciśnij Ctrl + Enter, aby zgłosić to redaktorowi
#UPA #stosunki polsko-ukraińskie #Lwowska Rada Obwodowa #Lublin i Lwów #rosyjska dezinformacja #pomoc wojskowa Ukrainie #polityka historyczna
0,0
Oceń jako pierwszy
Авторизируйтесь, чтобы оценить
Авторизируйтесь, чтобы оценить

Komentarz

Najnowsze publikacje
Najważniejsze wiadomości tygodnia
Marcel Bytnar wygrał 10. Półmaraton Lubelski
Marcel Bytnar ponownie najlepszy w Lublinie
Atak na Petersburg. Gospodarcze skutki uderzeń dronów
Rosyjska infrastruktura pod presją
Ukraińskie inicjatywy, które zmieniały europejskie państwa
Od inicjatywy do trwałego rezultatu
Jak konflikty stają się narzędziem manipulacji
Jak państwo reaguje na destabilizację
Ogłoszenia